czwartek, 30 lipca 2015

Chapter 20.

"Powiem, że zaczynam nowy rozdział w życiu. Brzmi lepiej niż przyznanie się, że po prostu uciekam przed starym."
*aby czytać z muzyką w tle, kliknij na gif*
~***~
Zamrugałam parę razy w ich stronę i wpuściłam do środka. Pokierowałam w stronę salonu i w między czasie grzecznie odpowiadałam na podstawowe pytania. Ruszyłam do kuchni wstawić wodę na herbatę i przeprosiłam ich, ponieważ chciałam iść się ubrać. Kiedy wpadłam do swojego pokoju, podeszłam na palcach do łóżka i zaczęłam wybudzać Justina. Szturchałam jego ramię i starałam się z całych sił go obudzić. Musiał stąd zniknąć, zanim zauważy go mój ojciec. Oh, on będzie skończony! Zaczęłam go gilgotać i zjechałam rękami na jego brzuch. Na twarzy pojawił się leniwy, seksowny uśmiech, a karmelowe oczy wtopiły się we mnie.
-Dzień dobry, ktoś tu ma dobry hu..
-Nie ma czasu, Justin. Musisz stąd iść.- wysyczałam i ruszyłam do szafy, próbując wybrać jakiekolwiek ciuchy.
-Ale dlaczego?- spytał, podnosząc się znad poduszki i podpierając rękami za sobą. Ja w tym czasie zrzuciłam z siebie bluzkę i nałożyłam czystą. 
-Odwróć się, ugh!- nakazałam, kiedy czułam palące spojrzenie. -Są w salonie. A ty wyjdź tak, żeby nikt cię nie zauważył.- złapałam jeansowe szorty, więc zsunęłam z siebie spodenki od piżamy i ubrałam te. Związałam włosy w byle jakiego kucyka i posłałam ostatnie spojrzenie Justinowi. -Wieczorem?
-Tak.- pokiwał głową, a ja zniknęłam za drzwiami. Z naklejonym uśmiechem na twarzy prawie sama się wydałam. W ostatniej chwili złapałam bluzę, która leżała na komodzie i włożyłam ją, zasłaniając gojące się nadgarstki. Poszłam do kuchni po herbatę i wróciłam z kubkami do nich. Usiadłam na fotelu i upiłam łyk gorącego napoju. 
-Lekarze mówili, że próbowałaś się zabić.- zaczęła drżącym głosem mama. -Byłaś wychudzona, odwodniona i prawie byś się wykrwawiła!
-Owszem, dlatego wzięłam się za siebie!- a to było prawdą. Wczoraj, kiedy stałam przed lustrem coś zrozumiałam. Nie warto doprowadzać się do takiego stanu. Paul chyba tego właśnie chce. Dawałam mu satysfakcję, kiedy wiedział, że igra na moich uczuciach. Teraz to się skończyło. Wraca twarda i niezależna Klaudia. -Obiecuję wam, że to się więcej nie powtórzy. Wiem, że napędziłam wam wielkiego stracha, ale naprawdę. Wszystko już mam pod kontrolą.- uśmiechnęłam się do nich, ale rodzice dalej mieli skamieniałe twarze. Wywróciłam oczami i czekałam na jakikolwiek komentarz.
-Dlaczego to zrobiłaś, co?- spytała mama. -To przez tego chłopaka?
-Jeszcze pytasz? Eliza, przecież ci mówiłem. To wszystko jego wina.
-Chwila, bo chyba nie jestem w temacie.- przerwałam ich konwersacje, całkowicie zaskoczona. Uniosłam lewą brew i mrugnęłam parę razy.
-Nie chcemy cię widzieć z tą całą gwiazdeczką.- kontynuował tata. -Justin...Bimber? Tak mu było? Nie ważne. Nienawidzę tego gnoja i nie chcę go widzieć przy tobie nawet na sekundę.- ojciec był zdolny do wszystkiego. Raz nawet pobił takiego chłopaka, bo mnie się nade mną znęcał. Czasami czułam się, jakby był moim bratem, a nie tatą, ale w tej chwili.. Grubo przeginał.
-Hola, stop! To nie jego wina. Nie znacie Justina. To on mi pomaga z tego wyjść!- wyrzuciłam ręce w górę, dając upust swoim emocjom. Oni jednak nie słuchali w ogóle tego, co do nich mówiłam. Mieli własną teorię i twardo się jej trzymali. Kiedy przy każdym wypowiadanym zdaniu słyszałam o zakazie spotykania się z Justinem, krew w żyłach buzowała. Nie mogli mi wybierać znajomych. Tym bardziej, kiedy jestem pełnoletnia. Nie robili tego kiedy byłam mała, a teraz nagle będą za mnie decydować? Co to, to nie. 
-Zatrzymaliśmy się u ciotki w Chicago. Przyjedziemy jutro.- powiedziała na pożegnanie mama, a ja im tylko pomachałam. Zatrzasnęłam głośno drzwi i prędko poszłam do pokoju. Padłam na łóżko i zaczęłam z całych sił piszczeć w poduszkę. Rany... Już dawno mnie tak nikt nie zdenerwował z rana.

~***~

Przez resztę dnia sprzątałam mieszkanie. Umyłam okna, zrobiłam pranie, uzupełniłam zapas żywności w lodówce i dopiero teraz zrozumiałam, że muszę iść do pracy i to naprawdę szybko. Zostało mi 50 dolarów w kieszeni. Siadłam przed laptopem i znów przeglądałam oferty pracy. Teraz złapię się wszystkiego, czego mogę, byleby nie pracy w klubie. Wzięłam również prasę i zakreśliłam w kółka propozycje, które przyciągnęły moją uwagę. 
Ostatecznie zostałam zaproszona na dwie rozmowy następnego dnia. Poprawiło mi to humor. Usiadłam na sofie i zaczęłam kalkulować to, co dziś zrobiłam. Jeszcze tylko coś zjeść, a będę mogła powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Kiedy szłam do kuchni, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Ruszyłam więc w ich stronę i zastałam w nich Justina. Był tak szczęśliwy, jak nigdy. Uniosłam brew, nie wiedząc co o tym myśleć i wpuściłam go do środka.
-Nie uwierzysz, kogo poznałem!- zawołał od razu i ruszył za mną do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki i w między czasie słuchałam opowieści o pięknej, niskiej kobiecie z ciemnymi oczami i niesamowitym uśmiechem.
-Była w studiu i nagrywała piosenki. Ma na imię Selena.- kontynuował. -Umówiłem się z nią na kawę.- dodał i siadł na krześle niczym paw. Oh.. Doprawdy? Opisana przez niego dziewczyna wyglądała prawie jak ja. Pewnie i tak była ładniejsza. 
-Oh, to gratulację.- rzuciłam udając szczęśliwą. Wyszczerzyłam się do niego i dalej nakładałam dżem na kanapki. -Chcesz?
-Nie, dzięki.- uśmiechnął się i podszedł do mnie od tyłu. Oparł brodę o ramię i przyglądał się, jak zwinnym ruchem nakładam mus truskawkowy na chleb. Odeszłam od niego i usiadłam na wysokim krześle barowym. Poczułam dziwne uczucie, które narastało wraz z myślami na temat Seleny. Żołądek ściskał się i rozluźniał, a to nie było spowodowane głodem. Zazdrość? Tak to się nazywało? Bo przecież jeśli Justin zacznie spotykać się z Seleną, to nie będzie mieć czasu dla mnie. Będę tą mniej ważną... Nie chciałam go tracić.
-Co się stało?- spytał nagle i oparł się o blat tuż przede mną. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam w jego karmelowe tęczówki.
-Nic.
-Przecież widzę.- złapał moją rękę i uściskał. Wyplątałam ją i po prostu zeskoczyłam z krzesła. Poszłam do salonu i usiadłam na sofie. Włączyłam TV i skacząc po kanałach szukałam czegoś dla siebie. Justin zajął miejsce obok i zaczął lekko szturchać mnie brodą w ramię.
-No weź..- szepnął. -Mów o co chodzi.- nalegał.
-Dobra!- fuknęłam mając dość dzisiejszego dnia. -Boję się, okej? Boję się. Zostanę sama, jak zaczniesz chodzić z Seleną. To normalne, że poświęca się więcej czasu swojej dziewczynie, niż przyjaciółce. Okej! I nie chcę też, żebyś rezygnował z niej, żeby być przy mnie. Boże, to takie trudne!- złapałam się za boki głowy i naciągnęłam twarz czując, że zaraz wybuchnie.
-Ej..- zarzucił ramię na moje barki. -Mała, spokojnie.- mówił łagodnym głosem i głaskał mnie. Przysunął się jeszcze bardziej i przejechał knykciem po policzku. -Zawsze będziesz dla mnie ważna, wiesz?- spytał, a ja pokręciłam tylko głową. Nie będę, czemu próbował mnie oszukiwać?
-Nie ważne.- chwyciłam jego dłoń i zdjęłam z siebie jego rękę. -Zapomnijmy o tym. Kiedy się z nią widzisz?- spytałam i wysiliłam się na najszczerszy uśmiech, na jaki mnie było w tym momencie stać.
-Nie musisz...- zaczął niepewnie, a ja tylko pokiwałam głową, pokazując mu, że wszystko okej. Westchnął i chwilę jeszcze milczał. -Idziemy jutro na lunch. Jeśli chcesz, to mogę dziś u ciebie zostać.- szturchnął mnie, a ja wiedziałam, że tak być dalej nie może.
-Nie, Justin. Jest dobrze.- uśmiechnęłam się i wstałam z sofy. -Wezmę kąpiel i pójdę spać.- wzruszyłam ramionami, a on klepną w swoje uda i również się wyprostował.
-W porządku...- wydawał się być zaskoczony tym, że się nie zgodziłam, ale co miałam zrobić? Nie mogłam pozwolić by tu został, kiedy zaczyna flirtować z inną dziewczyną. Będzie zazdrosna, niepotrzebnie. Odprowadziłam go do drzwi, a on delikatnie mnie przytulił. Odgarnął włosy z czoła i wyszedł. Zamknęłam drzwi i zacisnęłam oczy, do których napływało tyle łez. Usiadłam na zimnej podłodze i przetarłam rękami oczy. Nie możesz się rozklejać! Nie możesz! Jesteś już silna! powtarzał głos w głowie. Miał stuprocentową rację.
Siedząc na łóżku przez długi czas zastanawiałam się, co tak naprawdę czułam do Justina. Motyle w brzuchu towarzyszyły mi przy każdym wspomnieniu, prawie każdym. Sposób w jaki na mnie patrzył był obłędny. Przyspieszony puls i oddech oraz stado owadów w żołądku zwiastowało jedno.... Zakochałam się...
___
OGŁOSZENIA PARAFIALNE
Hej kochani! Przepraszam, że mnie tak długo nie było. Po prostu są wakacje, do tego mam parę innych blogów i po prostu zapomniałam o tym. Mam nadzieję, że komentarzy pojawi się więcej, bo mi na tym naprawdę zależy, a do tego jeszcze motywuje, aby szybciej coś dla Was napisać. :) I proszę! Oto Claudia przyznaje się do swoich uczuć. Ale co to da, skoro Justin znalazł nową koleżankę? Podejrzewacie coś? Założyłam nowe opowiadanie, dam Wam zarys historii na dole. Linki do innych blogów i wattpad także. Cóż, nie będę przedłużać. Udanych wakacji. Odezwę się niedługo. xoxo Claudia ♥ A no i głosujcie na bloga miesiąca! Toxic oczywiście, proszę! ♥

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


Siedzę w pokoju i słyszę głos gosposi, która informuje mnie o obecności Nata- mojego chłopaka, w naszym apartamencie. Schodzę na dół, witam go jak gdyby nigdy nic, nie spodziewając się konkretnego powodu jego odwiedzin. Siadamy na sofie, a w przeciągu piętnastu minut dowiaduję się, że mnie zdradził. Co robię potem? Żegnam go, wracam do pokoju, stroję się i idę na imprezę. Jak to się kończy? Budzę się w łóżku zupełnie mi obcego chłopaka. Justin, tak się przedstawia. To dopiero początek tej zakręconej historii.// END OF THE ROAD, LINK WYŻEJ.
EDIT BLOG ZAWIESZONY NA CZAS NIEOKREŚLONY. PRZEPRASZAM.